---------- -----------------------
Kategorie: Wszystkie | Pamiętnik | Tablica ogłoszeń
RSS
niedziela, 02 września 2012
Recydywista

W zasadzie nie powinienem tego już dzisiaj pisać, bo mam inne rzeczy do zrobienia, ale jeśli nie dziś to kiedy? Czytałem kiedyś artykuł ["kiedyś" jest tu odpowiednie, bo było to na początku 2011 roku] i głęboko utkwił mi w pamięci, miałem go nawet tu umieścić i odpowiednio skomentować, ale niestety w związku z tym, że był-leżał sobie u mnie przez jakiś czas to w końcu mi się zagubił i teraz nie mam czego zeskanować, cóż mówi się trudno, bez niego też mam nadzieję sobie poradzę. Otóż artykuł dotyczył byłego więźnia, osoby która popełniła w życiu wiele win i miała sporo na sumieniu. Człowiek ten pochodził z patologicznej rodziny, gdzie ojciec pławił się w alkoholu, a matka pozostając sama nie radziła sobie z wychowaniem niesfornych dzieci. Nasz bohater, niestety nie pamiętam jak miał na imię, oczywiście by zaistnieć na osiedlu i być kimś musiał poprzez swoje czyny udowodnić swoją wartość i pokazać, że jest na "dzielni" "swojakiem". Zaczęło się od drobnych kradzieży, jarania dżointów, okradania samochodów. Potem doszły poważniejsze kradzieże, pobicia, napaści z bronią. Oczywiście był przymykany parę razy na dołek, ale zawsze mu się jakoś "udawało" i dostawał zawiasy. Szczęście zawsze kiedyś się kończy i jego także opuściło. Któryś z kolei wyrok brzmiał jeszcze niezbyt groźnie prace społeczne... ale nie byle gdzie, bo w HOSPICJUM!! Nawet takiego zabijakę to słowo napawało lękiem, ale nie miał wyjścia. Z początku przychodził i obijał się, wpadał na chwilę, gdzieś się pokręcił, coś porobił, podłubał i spływał. Unikał podopiecznych, nie zbliżał się, mimo, że tak blisko, pozostawał jakby za szklaną szybą. Z czasem się to zmieniło, otworzył się na podopiecznych, znalazł wśród osób przebywających i pracujących w tej placówce "pokrewne dusze", z którymi mógł porozmawiać [pracownicy i ksiądz], pożartować i się przysłużyć [podopieczni]. Po drodze popełnił jeszcze głupoty - kradzież, ucieczka ze strachu przed kiciem, próba samobójcza w poczuciu beznadziei i zaprzepaszczonych szans, szpital, ratunek, powrót do zdrowia i do hospicjum. Jak sam mówił to hospicjum go zmieniło, ludzie, których tam spotkał, pracowników i podopiecznych, których już nie ma. Dziś już jest innym człowiekiem, zmienił się, nie ćpa, nie przestaje z "kolegami" pod budką z piwem czekając na jakiegoś lamusa, którego da się skroić. Odkrył w sobie żyłkę kucharską, bo w hospicjum przygotowywał dla podopiecznych posiłki i tak mu się to spodobało, że poszedł na kursy kucharskie, które ukończył z wyróżnieniem. Zawsze miał do tego smykałkę, ale to w hospicjum sobie zdał z tego sprawę. Wcześniej myślał, że nie ma żadnych talentów, ale one tkwiły w nim głęboko czekając na odkrycie i to odkrycie dokonało się tam gdzie nikt się tego nie spodziewał - w HOSPICJUM. Nadal ciążą nad nim ciemne chmury, istnieje zagrożenie odwieszenia wcześniejszych wyroków co może się skończyć kilkuletnią odsiadką, ale On jest teraz pełen wiary, bo wie, że nie jest sam i wierzy, że będzie dobrze. Zmieniło go Hospicjum, zmienili go ludzie, których tam spotkał, ale w głębi siebie zawsze taki był , po prostu przez chwilę szedł złą drogą, bo była łatwiejsza. Teraz powrócił na właściwy tor i ja wierzę, że na tym torze już pozostanie.

Meteor

21:43, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Komentarze (3) »
sobota, 25 sierpnia 2012
Wakacyjna działalność

Dawno nikogo z nas tu nie było, ale nie dziwcie się, bo w końcu są wakacje... Tzn. tylko niektózi mają okazję doświadczyć ich w pełnym wymiarze, gdyż pozostali po prostu już rozpoczęli karierę zawodową;p. Nie myślcie sobie jednak, że przez ten okres próżnujemy, wcale że nie! Tak jak zawsze pełnimy swoje obowiązki i bierzemy udział w różnego rodzaju wydarzeniach. I tak na przykład 4 sierpnia grupka wolontariuszy ruszyła do akcji i wspomagała organizatorów 17. Międzynarodowego Biegu Ulicznego na dystansie 15 kilometrów, gdzie przypadła nam rola stróżów depozytu... Naszym zadaniem było przyjmowanie rzeczy uczestników biegu do naszej przechowalni. Muszę powiedzieć, że w szczytowym momencie posiadaliśmy kilka samochodów, kilka rowerów i ciężarówkę bagażu:). Po zakończeniu zawodów wszystko oczywiście zwróciliśmy właścicielom. W międzyczasie zostaliśmy też "zatrudnieni" do paru innych zadań, z których wywiązaliśmy się na 6, przynajmniej takie mam odczucie:)


A to właśnie my na naszym stanowisku, choć nie wszyscy, bo brakuje tu jednej takiej Angeliki, którą w sumie powinniście znać z wcześniejszych zdjęć.

Pozdrawiam
Meteor

22:10, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 03 czerwca 2012
V Dzień Dziecka na Hospicyjnych Polach Nadziei

W ten weekend bawiliśmy się z dziećmi i świętowaliśmy ich święto, czyli Dzień Dziecka. Jak to w życiu bywa wszystko co dobre szybko się kończy tak i nasza impreza musiała dobiec końca. Tegoroczny festyn trwał aż dwa dni, czyli 1. i 2. czerwca, a to za sprawą tego, że współorganizatorem była firma Cargo, która własnym sumptem wprowadziła wiele atrakcji. Zatem mieliśmy V Dzień Dziecka na Hospicyjnych Polach Nadziei oraz I Piknik Jaworznicki Bezpieczni na Drodze. Działo się oj się działo:)! Jednak zanim zaczęliśmy zabawę drżeliśmy o pogodę, która była naszym największym zmartwieniem i jak się okazało nie bezpodstawnym, ponieważ piątek zupełnie nie dopisał z pogodą obawy były również przed sobotą. Atrakcji było co niemiara, przypadła mi rola fotografa, więc wiem co mówię, bo jeszcze dziś czuję w nogach bieganie od jednego wydarzenia do drugiego, od jednego stoiska do następnego... Patrząc na ilość ludzi jaka przyszła nas odwiedzić oraz ilość uśmiechów dzieci i ich rodziców, co jest dla nas miarą sukcesu powiedzieć można, że tegoroczny Dzień Dziecka na Polach Nadziei był wielkim sukcesem. A poniżej przedstawiam, dosłownie, parę tylko zdjęć, bo generalnie tego dnia zrobiłem ich ponad 1000... :D

Pogoda w sobotni poranek była przygnębiająca, było zimno i wiał przenikliwy wiatr. Marysia - koordynator wolontariatu w jaworznickim Hospicjum wznosi wzrok ku niebu i zdaje się mówić: "Proszę Cię pogodo droga, nie bądź dla nas dzisiaj sroga". Prośby chyba poskutkowały, bo przestało wiać, wyszło słońce i zrobiło się przyjemnie ciepło:)

Nasi wolontariusze byli doskonale widoczni i wyróżniali się z tłumu, a odwiedzający chętnie wrzucali datki do puszek.

Atmosfera była iście piknikowa i radosna, wolontariuszki były uśmiechnięte a ludzie również odwdzięczali się uśmiechem i życzliwością.

Szczerze i bez przesady trzeba przyznać, że Karolina bardzo dobrze prezentowała się w moim kapeluszu. Kiedy do zestawu Karolina+kapelusz dołączał jej uśmiech nie było mocnych, wszystko musiało się udać:)!!

Na placu przed Halą było bardzo żółto, byliśmy łatwo zauważalni. To był taki dzień kiedy jedne dzieci kwestowały dla Hospicjum i częstowały słodyczami inne dzieci, które przyszły się z nami bawić.

 

Chyba największą publiczność zgromadził pokaz niszczenia samochodu. Zapewne niejedno dziecko i jego tata chcieliby zamienić z operatorem koparki;).

Wolontariusze również mogli skorzystać z przygotowanych atrakcji i nauczyć się czegoś nowego.

Z zaciekawieniem oglądaliśmy przygotowane występy i pokazy taneczne.

Były również przygotowane przez nas konkursy i zawody. Tutaj konkurs rzucania kapeluszem do celu, czyli na wieszak. Razem z nami bawiły się również osoby niepełnosprawne.

Był też czas na regenerację, bo przecież jeszcze dużo pracy było przed nami i jeszcze więcej zabawy.

Tak właśnie minął cały dzień. Po zakończeniu pikniku wracaliśmy do domów zmęczeni, ale szczęśliwi, że pogoda dopisała, że było dużo ludzi, że świetnie się z tymi ludźmi bawiliśmy i że mogliśmy sprawić wielu dzieciom radość. W ten sposób wyrażamy naszą wdzięczność jaworznianom za to, że nas wspierają i są otwarci na potrzeby Hospicjum oraz ideę wolontariatu i Pól Nadziei.

Meteor

 

15:45, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Komentarze (5) »
niedziela, 27 maja 2012
Piła i hospicjum

Szczerze mówiąc zupełnie inna miała być ta notatka, ale tamta rzecz nie ucieknie, a tym o czym chcę napisać dziś jestem dość mocno zbulwersowany. Oto w czwartek, 24.05.2012, w głównym wydaniu Wiadomości pojawił się materiał, którego głównym bohaterem było niepowstałe jeszcze hospicjum. Otóż rzecz tyczy się tego, że mieszkańcy Piły, a dokładniej osiedla na którym powstać ma budynek hospicjum głośno protestują przeciwko pomysłowi budowy takiego miejsca w pobliżu ich domostw. Argumenty przez nich przytoczone zakrawają o pomstę do nieba. Najbardziej bzdurny dla mnie argument brzmi: "widok ludzkiego cierpienia zakłócałby wypoczynek w domach". Ten materiał mimo, że widziałem go już kilka dni temu nadal mnie kłuje i wywołuje we mnie ogromną złość. To smutne, że są ludzie, którzy myślą w ten sposób. Coś się porobiło z dzisiejszym światem i nie dopuszczamy do siebie myśli, że z każdym dniem, każdemu z nas coraz bliżej do własnej śmierci, że sami możemy się znaleźć w hospicjum, że będziemy chcieli godnie umrzeć. Ten kult życia z jednoczesnym wykluczaniem ze świadomości śmierci będzie miał katastrofalne konsekwencje. Bo jak będzie wyglądać nasza przyszłość, czy ludzkość ma zamiar w ogóle zapomnieć o śmierci? Umierających ludzi będziemy wystawiać za drzwi, utylizować, stworzymy dla nich specjalne wyspy-umieralnie (po przekroczeniu jakiegoś wieku lub wykryciu choroby pyk na wysepkę i po kłopocie)? Taki obraz przyszłości sobie wymalujemy czy może jednak poszanowania dla umierających osób i pamięci o fakcie, że i Ty i ja umrzemy? Jaka będzie przyszłość skoro chcemy zapomnieć o śmierci?
Poniżej link do wspomnianego materiału: początek 17 minuta, sekunda 30
http://tvp.info/wiadomosci/wideo/24052012-1930/7255753

Pozdrawiam
Meteor

16:05, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
piątek, 04 maja 2012
Opowieść o kochającym sercu

Opowiem wam dziś o sytuacji jaka miała miejsce kilka tygodni temu, a przez ten cały czas chodziła za mną i nie pozwoliła o sobie zapomnieć.
Jakiś czas temu byłem u mojego podopiecznego w domu. Kiedy przyszedłem nie czuł się dobrze i faktycznie było po nim widać, że źle się czuje. Miał bóle w okolicach mostka i jego mama podejrzewała, że może mieć kolejny zawał, bolał go również brzuch przez co funkcje fizjologiczne jego organizmu były zaburzone. Nie było czasu na siedzenie z założonymi rękoma, co mogliśmy zrobić to uczyniliśmy - podaliśmy leki, zmierzyliśmy ciśnienie i tętno. Zrobiliśmy również mało przyjemną lewatywę, ale faktycznie zabieg ten przyniósł mu połowiczną ulgę. I tyle jeżeli chodzi o streszczenie tego co się działo i teraz docieram do sedna sprawy. Cierpiał on, ale cierpiała też jego matka, bo była bezsilna. Właśnie jej postawa zrobiła na mnie największe wrażenie, bo w tamtym momencie wyglądała tak jakby wyjęła sobie serce i położyła na dłoni, tak że każdy mógł je oglądać. Chodzi mi o to, że w tamtym momencie jej miłość do syna ujawniła się z pełną mocą. Robiliśmy nieprzyjemne rzeczy i skutki też były nieprzyjemne [chodzi mi o wspomnianą lewatywę], ale z ust matki nie padło ani jedno słowo skargi, za to padło wiele słów troski i tę troskę było widać na jej twarzy. To była miłość bezwarunkowa, miłość matki do syna, taka miłość jakiej każdy z nas szuka i jakiej chciałby doświadczyć od drugiej osoby. Ja ją widziałem w oczach matki mojego podopiecznego i powiem że byłem w szoku, że mogę widzieć czyjeś kochające serce wystawione na widok publiczny.

Przepraszam, że odważyłem się napisać ten tekst, ale musiałem się tym doświadczeniem podzielić. Jak widać hospicjum to również miejsce gdzie miłość ma swój dom.

PS. Mój podopieczny czuje się już dobrze z czego się niezmiernie cieszę:)
Meteor

13:16, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
środa, 18 kwietnia 2012
Warto istnieć., żeby poznać świat, kochać kogoś, być czyimś przyjacielem lub po prostu być komuś pomocnym.

To mój typ na dziś. We współczesności nie byłoby to hitem, ale mnie zawsze wprawia w lepszy nastrój.

 

"Warto żyć dla chwil...
Dla chmur wolno pełzających po niebie
Dla kwiatów rozwijających się gdy świta
Dla ludzi pomagających w potrzebie
Warto szukać chwil pachnących jak unikat.
Dla babiego lata płynącego przed oczami
Dla delikatnego zefiru pieszczącego naszą twarz
Dla chwili przepełnionej doznaniami
Warto, bo na ziemi tyle cudów tylko patrz.
Dla uśmiechu innego człowieka
Dla snów czarno białych i kolorowych
Dla momentów gdy zamyka się powieka
Tu nie trzeba czterolistnej koniczyny ani podkowy.
Po prostu śmiej się i życiem się ciesz.
Stwórz niezapomniane dla nikogo chwile
Bierz z tych momentów ile tylko chcesz
Aż w końcu dostaniesz do raju bilet... "

A według Was dla czego warto żyć?

18:50, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 02 kwietnia 2012
Jarmark Wielkanocny

Mieliśmy na stoisku wiele ciekawych, fajnych i oryginalnych drobiazgów. A obsługa była miła i uśmiechnięta;)

 

Niestety, w którymś momencie dopadło nas zmęczenie. Prawie usypialiśmy na stojąco.

 

Na szczęście gorący żurek postawił nas momentalnie na nogi, a trzeba powiedzieć, że był wyborny!!

 

Nasze stoisko mimo pogody było licznie odwiedzane...

 

Mimo, że musieliśmy na różne sposoby walczyć z deszczem i potężnym wiatrem.

 

Kiedy już kończyliśmy, doszliśmy do wniosku, że jeszcze parę godzin moglibyśmy tak posiedzieć;)

 

Jarmark dobiegł końca, więc i my się zebraliśmy.
Jeszcze tylko rzut okiem za siebie czy wszystko wzięliśmy i ruszyliśmy do Hospicjum.
A cały ten trud i poświęcenie dla naszych podopiecznych:)


Pozdrawiam Meteor:D

22:23, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Komentarze (1) »
sobota, 03 marca 2012
Ciężko lekko żyć

Ale właściwie to, o co chodzi? Taki właśnie opis jak powyższy tytuł ujrzałem kiedyś u koleżanki na gg. Zacząłem się zastanawiać jak go w ogóle mam rozumieć? Niezrozumiałym było dla mnie to stwierdzenie, które z założenia stało ze sobą w sprzeczności – antynomia. Gdy jednak wgłębić się w to zdanie można było dostrzec pewne rzeczy nieuchwytne na pierwszy rzut oka. Owszem, jest to paradoks, ale ma w sobie jakąś taką głęboką myśl. Ten tekst dojrzewał we mnie kilka miesięcy, bo choć raz już go napisałem to uległ skasowaniu, co bardzo mnie zdenerwowało i na długi czas zarzuciłem jego odtworzenie…, ale powracam do niego.

Ciężko lekko żyć. Jak to w ogóle rozumieć? Można na wiele różnych sposobów, tak mi się zdaje, ale ja dostrzegam dwa znaczenia.

Wyobraźmy sobie osoby, którym nic nie brakuje, nie mają trosk, żyją spokojnie i dostatnie. Na pierwszy rzut oka może się wydawać sielanka, ale czy życie w przysłowiowej szklanej kuli może być udane? Takie osoby mogą sobie pozwolić na wszystko, ale życie pod kloszem, w sumie z dala od życia jest życiem w pełnym tego słowa wymiarze? Jak osoby nie doznające trudów życia mogą wiedzieć, co to jest smak zwycięstw nie doznawszy choć jednej porażki? Czy bezproblemowe życie możemy nazwać życiem? Lekkie życie może odizolować człowieka od otaczającego go świata. Nie będzie sobie zdawał sprawy, że na świecie jest tyle zła, tyle się dzieje, wybuchają wojny, którym inni próbują się przeciwstawiać, miliony ludzi głoduje, podczas gdy pozostali wyrzucają tony jedzenia. Skąd taka osoba będzie wiedzieć, że na świecie jest też wiele dobra, ludzie, którzy idą w środek wojny by pomagać. Osoby, które jadą w świat by nakarmić głodnych. Ciężko lekko żyć w nieświadomości, z zamkniętymi na innych oczami.

Druga sytuacja, którą mam w myślach przedstawia osoby, które na siłę próbują żyć beztrosko. Nie mają bogactw, ale za wszelką cenę chcą dorównać swoim idolom mającym rodowód w ogólnoświatowej papce serwowanej przez media. Tak bardzo są zapatrzeni, że przestają dostrzegać jak wielką sobie krzywdę wyrządzają, ile ich kosztuje to dopasowanie się w trendy. Życie na siłę, wbrew sobie, po to tylko by przypodobać się innym, by być modnym, by stworzyć pozory luzu musi kosztować takie osoby wiele trudu i wysiłku – daremnego dodajmy, bo może zmienią swoją powierzchowność, ale swojego wnętrza nie przewrócą do góry nogami. Prawdziwe wartości zamieniają na wartościowe gadżety, które mają odzwierciedlać ich status. Ich kultura życia sprowadza się do lansowania się, pokazania tam gdzie trzeba i wypada. W tym sensie również ciężko lekko żyć. Lekkie życie wymaga wiele wysiłku, dlatego, że jest życiem fałszywym.

Przepraszam, że ten wpis jest tak ułomny, nie jest to jednak ta pierwsza wersja, która była lepsza…

Pozdrawiam
Meteor



21:01, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Komentarze (1) »
niedziela, 12 lutego 2012
internet

Polecam wszystkim blog księdza Jarosława Kwietnia:

http://namarginesie2.blog.onet.pl/

tymczasem przeczytajcie wpis na temat internetu- bardzo mi się podoba.

Około 2003 roku pojawiła się sytuacja, gdy w internecie obok webmastera, czyli osoby piszącej, redagującej stronę internetową, pojawili się inni „twórcy”. Dzisiaj praktycznie każdy może być redaktorem strony www. Pojawiły się bowiem i święcą triumfy portale społecznościowe: Nasza Klasa, Facebook, Twitter czy inne, mniej znane. Jest też największa na świeci encyklopedia wiedzy, Wikipedia, którą tworzyć może każdy, choć jest to obwarowane kilkoma obostrzeniami. Mówi się, że dzisiaj ponad bilion ludzi ma wpływ na treści internetu.

Twórcy serwisów internetowych otworzyli się na pomysły użytkowników. Nawet pojawiło się specjalne oprogramowanie. Dzisiaj nie trzeba znać, jak dawniej, języka html-u by coś opublikować. Oprogramowanie stało się przyjemne i proste. Bez problemu można tworzyć blogi czyli internetowe pamiętniki, robiąc to za darmo, można co kilka chwil napisać na swoim profilu: jestem w kinie, zjadłam w McCośTam kanapkę, była obrzydliwa, pokłóciłam się z chłopakiem, pan W. jest głupi, a nauczycielka J. niesprawiedliwa. I nawet nie trzeba się podpisywać, a jeśli już to pseudonimem, np. jako Miś Uszatek. Bardzo szybko powstaje pokolenie Web 2.0.

Odpowiedzialność za to, co się mówi, pisze, wstawia do internetu – tego powinni uczyć teraz obowiązkowo w szkole i w domu. I że ja nie znam się na wszystkim, jestem przy niektórych, zwanych autorytetami, taki malutki, że niekoniecznie muszę epatować swoją opinią. Bo, jak mówił pewien starszy ksiądz: nikt nie jest „omenem” (przy czym zapewne chodziło mu o „omnibusa”, a znaczenie tego słowa znajdźcie sobie w Wikipedii)



22:34, wolontariatjaworzno , Pamiętnik
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 06 lutego 2012
WSZYSCY PRZYSZLI EWENTUALNI WOLONTARIUSZE!


14 LUTEGO O GODZINIE 17.00 ZACZYNAMY KURS MEDYCZNY DLA WOLONTARIUSZY

Wszyscy, który poważnie myślą o posługiwaniu bezpośrednio przy łóżku chorego muszą skończyć taki kurs.
Dowiecie się na nim o historii ruchu hospicyjnego, komunikacji z chorym, prawach i obowiązkach wolontariusza oraz bezpośrednio na warsztatach jak dobrze i skutecznie pomagać chorym.
Koniecznie trzeba zgłosić do koordynatora wolontariatu w hospicjum akces swojego uczestnictwa.
Jeśli ktoś myślał poważnie o pomocy innym- zapraszam.
Jeśli się wahasz lub masz jakieś pytania także chętnie porozmawiam i wyjaśnię wątpliwości.
Telefony i adresy znajdziecie na stronie lub można przez fc .....
o kursie możecie także posłuchać:

http://www.jaw.pl/video/show/12572



16:27, wolontariatjaworzno , Tablica ogłoszeń
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9